Kiedy z tym skończysz?

Kiedy z tym skończysz?
2 Komentarzy

Codziennie rano słyszysz ten dźwięk. Masz go pod ręką, żeby odhaczyć kolejną drzemkę. Wiesz, że musisz wstać, choć pragniesz zostać. Jeszcze parę motywujących myśli, żeby pobudzić organizm o tej nieludzkiej porze. Za oknem jeszcze ciemno. Zastanawiasz się jak się ubrać, bo rano jest zawsze chłodniej. W pośpiechu zjadasz kilka rzeczy. Znowu masz wyrzuty, że nie miałeś czasu zjeść na spokojnie i celebrować tego posiłku. Bierzesz kilka grubych kanapek ze sobą, na szczęście dobrze zapychają i jakoś dotrwasz do końca dnia. Wychodzisz w pośpiechu, żeby tylko się nie spóźnić. Masz jasny cel, dotrzeć tam punktualnie. To pewnie dlatego po drodze tak mocno frustrują Cię korki i wszelkie opóźnienia komunikacji. Lubisz ludzi. O tej porze jest ich mnóstwo, więc łatwiej znieść Ci to podenerwowanie. Czasami z kimś zagadasz, spalisz wspólnie papierosa. Już za chwilę będziesz na miejscu. Dochodzą Cię myśli o ogromie spraw, które musisz załatwić.

Wita Cię dobrze znane towarzystwo. W końcu spędzacie razem w tym ciasnym pokoju około 300 dni w roku. Nie wszystkich lubisz, część nawet Cię irytuje. Ale żeby im tego nie pokazać uśmiechasz się słuchając codziennie ich historii. Czasami nawet dasz się wkręcić i zaczynasz opowiadać swoje, będąc przekonanym, że to dla nich ważne. Po paru godzinach nareszcie ktoś zaczął. Lubisz to narzekanie, bo Tobie też jest ciężko. To taka miła forma odreagowania, prawda? Wtedy możesz poczuć więź z ludźmi, na których jesteś skazany. Pracujesz dalej zaciskając nogi. Ta prosta fizjologia tylko Cię rozproszy. Więc czekasz, aż już totalnie nie wytrzymasz. Będziesz mieć argument dla innych żeby wyjść, bo oni też tak przecież robią. Jedną ręką stukasz w klawiaturę, drugą połykasz swoje kanapki. Pod koniec rodzi się w Tobie to zbawiennie uczucie ciężko wykonanej pracy. Jesteś spełniony i dałeś z siebie wszystko. Wszyscy to widzieli, bo wyszedłeś ostatni.

Znowu ciemno na ulicach. Kiedy minął ten dzień? Czy w ogóle był? Powoli próbujesz już zapomnieć o pracy i cieszysz się z powrotu do domu. Jeszcze tylko ten dojazd. Straszne korki i mnóstwo ludzi. Teraz już Ci się nie chce z nikim rozmawiać. Zamykasz się w swoim świecie i tylko bezdusznie obserwujesz otoczenie. Zachodzisz jeszcze do sklepu, żeby kupić świeże jedzenie. Stojąc w kilkunastometrowej kolejce do kasy zastanawiasz się jak je przyrządzisz. A może by tak dziś zaszaleć ? Wdychasz ciężko, bo stanie w kuchni przy jedzeniu nie jest dla Ciebie najprzyjemniejsze. Otwierasz drzwi czując radość. Jesteś już w bezpiecznym miejscu i w końcu masz czas dla siebie. Czujesz potworny głód po całym dniu. Zjadasz w pośpiechu obiad i kolację naraz. Zaparzasz kawę i relaksujesz się. Na ten moment czekałeś od rana. Włączasz telewizor, programy lecą w tle, zaczynasz rozmawiać z rodziną. Szybko orientujesz się jednak, że jest już późno. Czujesz brak sił. Jedyne, co Ci pozostało, to gorąca kąpiel. Myślisz już co czeka Cię następnego dnia. Potwierdzasz w budziku gotowość rano o tej samej porze.

Zasypiasz bo… Nawet nie wiesz, że można inaczej. Masz swój kierat, w którym się odnajdujesz. Masz poukładane i zaplanowane życie. Nawet nie jesteś świadomy, że to nie Twoje plany. Masz stałe pory wstawania i zasypiania, chodź Twój organizm źle to znosi. Nawet nie wyobrażasz sobie, że można zaczynać pracę gdy się obudzisz – bez budzika. Nawet nie bierzesz pod uwagę, że można pracować maksymalnie 4 godziny dziennie. Masz przecież pewną pensję, która daje Ci tyle bezpieczeństwa. Wiesz, że zaraz po wypłacie możesz ciut zaszaleć. Twoje życie to ciągłe oczekiwanie na nowe pieniądze, na te kilka chwil wieczorem, które masz dla siebie, na urlop, na premię, na podwyżkę. Życie jest dla Ciebie ciągłą zagadką, bo…. przecież nie wiesz, że można inaczej. Pieniądze nie są dla Ciebie tak ważne. Są przecież ważniejsze sprawy: rodzina, przyjaciele, znajomi. Czasami tylko Ci głupio, kiedy dziecku musisz odmawiać i nie znasz odpowiedzi dlaczego jego kolega ma więcej. Na szczęście nie trzymasz się z takimi ludźmi. Twoi przecież są tacy równi i można z nimi konie kraść. Czasami przyglądasz się temu matrixowi, dobrym autom, pięknym mieszkaniom, niesamowitym wakacjom, swobodzie i niezależności. Tobie to nie jest przecież potrzebne. Po co się tak obnosić i pokazywać? Żyjesz, a nie masz na nic wpływu, bo przecież.. nie wiesz, że można inaczej. Tak Ci dobrze, choć w głębi rośnie niesamowita frustracja, która wyniszcza Twój organizm. Żyjesz w poczuciu niespełnienia. Nie odnalazłeś siebie w tym wcieleniu i pogodziłeś się z przeciętnością bo.. przecież nie wiesz, że można inaczej. Nie szukasz, odrzucasz i tak Ci wygodniej. Tylko jaki ślad zostawisz po sobie ?

  • Hej Krzysztof,

    Przypomniałeś mi właśnie, jak wyglądało moje życie kilka lata temu.. i czemu z niego zrezygnowałam 🙂 Teraz wiem, że da się inaczej. Świetny wpis!

    PS: Rób webinary na więcej osób, bo się ostatnio nie zmieściłam. A bardzo bym chciała się czegoś nauczyć! Oo i rób częściej 🙂

    Pozdrawiam 🙂

    • Hej witaj 🙂 Dziękuję Ci za miły komentarz. Kolejny webinar będzie już na 100 miejsc. Teraz był pierwszy testowy i miło się zaskoczyłem. Zainteresowanie było 3 krotnie większe niż miejsc. Do usłyszenia lub zobaczenia na żywo 🙂