Krzysztof Maszota – „Nie żyję”

Krzysztof Maszota –  „Nie żyję”
0 Komentarzy

W wieku 31 lat… znany Trener Edukacji Finansowej uzyskał niezależność finansową i przestał żyć zgodnie z normami systemowymi. Odszedł od codziennej ciężkiej pracy, w której zamienia się czas na pieniądze. Pogrzebał wszystkie złe nawyki finansowe wyniesione ze środowiska, w którym się wychował. Spoczywa w spokoju, do dziś trzymając się wypracowanych zasad, jego majątek rośnie, a popularność głoszonych tez jest coraz większa. Wiele osób rozpoczęło kontynuację jego działań, dlatego pamięć o nim nie zaginie.

Z głębokim żalem żegnamy naszego wspólnika i mamy nadzieję, że tam, u góry, będzie o nas pamiętał…

Pogrążeni w smutku: ZUS, Urząd Skarbowy, Administracja Państwowa

Kiedy żyłem w tradycyjnym systemie nie było łatwo. Wszechobecna konkurencja. Sto innych osób na moje miejsce. Konkurowałem dyspozycyjnością, cenami, jakością usług, profesjonalizmem. Pamiętam jak wiele sztucznych relacji ludzkich prowadziłem – dlatego że wypada, dlatego że to przyniesie korzyści. Ogólnie nie jestem relacyjnym gościem, za to bardzo komunikacyjnym. W tamtym życiu radziłem sobie dobrze, z każdym potrafiłem się dogadać. Jednak nie tworzyłem prawdziwych relacji z serca. Nie miałem czasu na swoje pasje i zainteresowania. To taki polski syndrom, kiedy kończysz studia w wieku 28 lat i nadal nic nie wiesz. Musisz liczyć na siebie, na swoją silną wolę, motywację i nigdy nie ginące cele. W polskich warunkach to trudne zadanie. Marzyłem, więc działałem trochę jak spuszczony pies z łańcucha. Byle do przodu bez wielkiej metodologii.

Dostałem w kość. Wylizałem rany, dojrzałem i powiedziałem dość. To ten moment, kiedy wszyscy Ci nie wierzą, a Ty nadal widzisz swój sukces. Umarłem dla tamtego świata, dla tamtych relacji, układów, zadań, które tylko mnie dusiły. Moi wspólnicy nie byli zadowoleni. Zmniejszyłem opodatkowanie, składki ZUS, nie liczę na żadną państwową emeryturę oraz na to, że państwo mi da. Nabrałem dystansu do ludzi, bo wiele razy zawiedli. Jestem indywidualistą. Dziś daję serce tym, którzy potrafią to odwzajemnić. Zdobyłem ogromne poszanowanie dla pieniędzy, bo one dały mi lepszy styl życia, edukację, rozwój osobisty, a także stały się środkiem pomocy dla najbardziej potrzebujących dzieci. Nauczyłem się celebrować każdy sukces, każdy spokojny dzień. Nauczyłem się dziękować za każdą porażkę lub przestrogę, która wzmacnia moją świadomość i poprawia styl działania.

Nadal żyję, ale w innym świecie i dla nielicznych. Dla wielu umarłem. Dziś nie gonię po mieście, nie wiszę na telefonie, nie przeliczam każdej złotówki. Nie użalam się nad straconymi szansami i szkoda mi czasu na krytykę osób, z którymi nie mam relacji. Żyję według własnych zasad. Tam na górze jest przyjemniej, spokojniej, a otaczający mnie ludzie to naprawdę życzliwe dusze.

A Ty w jakim świecie żyjesz ?